Odzyskiwanie MBR w Windows 7

Opublikowano: 07.04.2010 | Kategoria: Windows | Tagi: , | 10 komentarzy »

Nienawidzę Ubuntu w wersji 9.10. Tak niestabilnej wersji dystrybucji Linuxa już nie pamiętam. Aby wykluczyć kłopoty spowodowane przesiadką z 9.04 zainstalowałem z płytki na czystej partycji 9.10 (64 bit). No i dupa… “Zwiechy” to standard, nawet na gołym systemie. Upgrade do 10.04 beta (po sieci) zakończył się klęską – w połowie instalacji system się powiesił. Wstający komputer przywitał mnie promptem boot rescue.

Minęło sporo czasu. Trzeba było przywrócić maszynę do życia. Płytka z Ubuntu okazała się mieć błędy logiczne. Jak klęska, to pod każdym względem… Trudno, komputer był potrzebny, odpaliłem tylko Windowsa 7. Oto receptura:

  1. Wkładamy płytkę instalacyjną Windows 7 do napędu optycznego.
  2. Bootujemy system z płytki.
  3. Wybieramy język, format czasu i układ klawiatury.
  4. Z dostępnych opcji wybieramy Repair you computer (wersja angielska).
  5. W okienku System Recovery Options wybieramy system, który chcemy odzyskać.
  6. Następnie wybieramy Command Prompt. Wyskoczy nam okienko linii poleceń ze ścieżką postaci X:\sources.
  7. Wpisujemy bootrec.exe /FixBoot (w lżejszych przypadkach powinno zamiast FixBoot pomóc FixMbr).

Update: oficjalne rozwiązanie problemu z bootowaniem Windows 7 od Microsoftu


StarDict – linuxowy zamiennik słownika Lingoes

Opublikowano: 03.06.2009 | Kategoria: Linux, Windows | Tagi: , , | Brak komentarzy »

Dla niewtajemniczonych Lingoes, to bardzo przyjazny i darmowy słownik, który pozwala wpisywać słowa do tłumaczenia “z palca” lub przez zaznaczenie wyrazu myszką (i w tym jego moc!), a także obsługuje tzw. tłumaczenie “pełnotekstowe”. Oczywiście wersja na systemy linuxowe nie istnieje, a Wine, pomimo poprawnej instalacji, samej aplikacji uruchomić nie potrafi – mnie się nie udało.
Domyślny gnomowy słownik, to dla mnie jakaś mordęga i utrapienie – zaznaczam tekst, kopiuję, przechodzę do słownika, wklejam, tłumaczy… Za dużo tego. Powinno być tak jak w Lingoes – zaznaczam, tłumaczy.

Poszperałem trochę w sieci i natrafiłem na aplikację StarDict (strona odstrasza). Zainstalować go można w Ubuntu bardzo prosto przez Dodaj/Usuń… z menu Gnome. Są też paczki dla Fedory i pliki instalacyjne dla Maca i Windowsa.

Na dzień dobry straszna bieda – jedynie tłumaczenie z angielskiego na chiński – dla Polaka mało użyteczne. Rozwiązanie na szybko, to podpięcie słowników online m.in. WordNet. Wchodzimy w Preferences>Net>Net Dict i klikamy Register an account. Podajemy login, hasło i adres email. Sukces! Możemy teraz w Manage Dictionaries>Network Dictionaries przyciskiem Add dodać interesujące nas słowniki dostępne online.

Rozwiązaniem na ewentualność odcięcia od internetu jest ręczna instalacja słowników ściągniętych ze strony projektu. Ściągamy pliki tarball i rozpakowujemy je do katalogu /usr/share/stardict/dic/.

tar -xjvf stardict-longman-2.4.2.tar.bz2
sudo mv stardict-longman-2.4.2 /usr/share/stardict/dic/

Po ponownym uruchomieniu aplikacji, nowe słowniki powinny już być dostępne. Kolejność wykorzystania zainstalowanych słowników przy tłumaczeniu wyrażeń określamy w Manage Dictionaries>Manage Dict przy pomocy strzałek po prawej stronie. Kolejność może być inna dla tłumaczeń “z palca” i w trybie skanowania zaznaczenia.

Lingeos jest ładniejszy, ma więcej słowników i działa… StarDict po prostu działa.


Szybkie przeglądanie plików PDF pod Windowsem

Opublikowano: 22.02.2008 | Kategoria: Windows | Tagi: , , , | 1 komentarz »

Często korzystam z dokumentów w formacie PDF. Nowe dystrybucje Linuksa, mają najczęściej już czytnik pdfów domyślnie zainstalowany. Niestety pod Windows musimy instalować dodatkowe oprogramowanie. Najpopularniejsza przeglądarka plików tego formatu (Adobe Acrobat Reader) nie spełniała moich oczekiwań – zwłaszcza ze względu na strasznie długie otwieranie nawet małych plików. Przesiadłem się zatem na innego darmowego readera – Foxit Reader. Bardzo szybki. Rzekłbym nawet – błyskawiczny. Do tego pełna funkcjonalność: kopiowanie zaznaczonego tekstu, wyszukiwanie, komentarze, snapshoty. Po prostu wszystko czego oczekuje zwykły zjadacz chleba od przeglądarki pdf.

No dobrze, ale czy ten Adobe jest faktycznie tak bezużyteczny? Otóż okazuje się, że nie jest z nim aż tak tragicznie. Jeżeli ktoś nie potrzebuje całej masy dodatków w stylu obsługa internetowych ebooków czy rozszerzeń multimedialnych dla reala, windows media itp., to mam dla niego receptę.

W katalogu, gdzie zainstalowany jest Acrobat Reader (np. C:\Program Files\Adobe\Acrobat 6.0 CE\Reader) znajduje się katalog plug_ins, a w nim mnóstwo “śmieci”, które są ładowane podczas startu programu. Rozwiązanie jest banalne. Sprawdzamy, czy w katalogu Acrobat Readera znajduje się katalog Optional. Jeżeli taki katalog nie istnieje, to należy go utworzyć (backup pluginów). Następnie przenosimy z katalogu plug_ins do Optional wszystkie pliki i katalogi oprócz: EWH32.*, printme*, Search.*, WorldReady.*.

I to chwilowo na tyle w tym temacie.